Witamy serdecznie wszystkich zainteresowanych tematyką fenomenu, jakim jest festiwal Castle Party. Nasza książka jest prawdopodobnie pierwszym większym wydawnictwem poświęconym tej niepowtarzalnej imprezie. Na blisko trzystu stronach postaraliśmy się ukazać bolkowski festiwal w obiektywnym świetle, bez upiększeń i (mamy nadzieję) krzywdzącej krytyki.



Większą część opublikowanego materiału stanowią wywiady — i szczerze mówiąc, to nasi rozmówcy są w zasadzie prawdziwymi autorami tej książki. Oto oni:


  • Anja Orthodox
  • Krzysztof Rakowski, organizator festiwalu
  • DJ Phantom i DJ Cultoid, czyli duet Industria Ex Machina
  • Jarosław Wroński, burmistrz Bolkowa
  • Jakub Paś (Amorphous) i Agnieszka Jasińska (Angelwing) z redakcji portalu Dark Planet
  • Jacek Majewski, właściciel klubu Hacjenda
  • aspirant Sylwester Rudziec, rzecznik prasowy policji w Jaworze
  • Ewa Jabłońska, Maciej Jaśkiewicz, Andrzej Kaczyński i Wojtek Kozłowski, czyli Indukti


  • Do książki dołączona została płyta CD zawierająca zdjęcia, wybrane pliki dźwiękowe z fragmentami wywiadów oraz krótkie filmiki z naszymi rozmówcami.




    Anja Orthodox: Ktoś mi kiedyś powiedział, że gotyk to stan skupienia duszy ludzkiej... stan skupienia tak jak gazowy, ciekły... czyli przede wszystkim got charakteryzuje się nie zewnętrzem, co jest tępacko zawsze upraszczane przez ludzi nieznających klimatu, bo ich zdaniem gotyk to: „A, to ci, co jedzą koty i się w stare koronki zdjęte z trupów ubierają”. Tymczasem to przede wszystkim jest ten stan skupienia duszy ludzkiej polegający na wrażliwości na piękno, na piękną emocję, którą mamy w sobie i którą znajdujemy na zewnątrz. To jest sprawa duchowości, a nie zewnętrznych przejawów, image’u. Znam mnóstwo ludzi, których w pełni określam gotami, chociaż nie wyglądają na to. Nawet niekoniecznie na czarno się ubierają. Natomiast ta czerń, a raczej taki mrok, z nich tak delikatnie, opalizująco przenika. Mają to takie „coś” w oczach. To takie „coś”, co ja nawet bez słów wyczuję. A po paru słowach rozmowy to już na pewno. I to jest po prostu got. Człowiek czujący i doceniający piękno, dobro wokół, odbierający i wysyłający emocje, różne piękne emocje.

    Krzysztof Rakowski: Z tego, co zauważyłem, to ci, którzy tu są, bardzo chcą, żeby ich zauważono. Przyjeżdża tu telewizja. Chcą bardzo zaistnieć, pokazać siebie… Ten festiwal jest rodzajem manifestacji dla wszystkich, którzy tutaj przyjeżdżają na tych kilka dni. Myślę, że nie mogą być tacy na co dzień. To jest jedyne miejsce, w którym mogą się pokazać. Na co dzień nie zobaczysz nagiego mężczyzny na ulicy. To jest miejsce, gdzie nikt nie będzie ich atakował czy wytykał palcami. Zawsze spotykamy się z ochroną, z wszystkimi współorganizatorami, obsługą i wyjaśniamy, że nie wolno nigdy komentować czyjegoś wyglądu. To jest jedna z naszych podstawowych zasad. Naszym zadaniem jest umożliwienie gościom festiwalu realizowania ich fantazji — i to jest nasze założenie. Nie wolno nigdy nikomu zwracać uwagi na nic, co nas dziwi. Ten festiwal stał się z czasem taką jakby manifestacją wolności, paradą wolności i równości. Ale w prawdziwym tego słowa znaczeniu, a nie tak jak te różne parady równości w Warszawie, bo one ograniczają się do walki ideologii. A tu nie ma ideologii.

    DJ Phantom — Industria Ex Machina: I trzeba dodać jedną rzecz ważną. Bo ten festiwal nie odbyłby się bez aprobaty mieszkańców, bez ich akceptacji tego, że na te cztery dni lubimy sobie założyć cylinder, włożyć jakieś wampirze zęby czy tam właśnie wspomniane lateksy i tak dalej. To jest impreza dla freaków, to pewnie też Krzysztof podkreślał. No, bez mieszkańców to by się nie udało, gdybyśmy tu mieli na przykład nagle jakichś bojowników o moralność naszą, rozłożonych na środku placu. To już by na przykład psuło imprezę strasznie. A tutaj ludzie są bardzo życzliwi, zadowoleni. No, przede wszystkim wpuszczają nas do swoich mieszkań, do swoich domów, goszczą nas, świadczą nam różnego rodzaju usługi, w stylu sprzedaż różnych artykułów spożywczych i nie tylko. No, super sprawa. To jest chyba ta polska gościnność. Gdybym miał opisać polską gościnność, to przytoczyłbym jako przykład miasto Bolków podczas festiwalu.

    Jarosław Wroński, burmistrz Bolkowa: Festiwal dla miasta ma różne płaszczyzny: pierwsza płaszczyzna — o charakterze promocyjno-reklamowo-marketingowym. Wszystkie te określenia mają za­sadniczą treść mówiącą o tym, że miasto dzięki temu jest poznawane przez osoby z zewnątrz, jest promowane, jest dobrze odbierane. I myślę, że Castle Party — a nie jestem odosobniony w tym sądzie — jest największą imprezą promocyjną, największą promocją miasta i gminy Bolków. To jest kwestia pierwszej płaszczyzny. Druga płaszczyzna — o charakterze ekonomicznym, bo dzięki Castle Party przez te trzy dni... może cztery dni, bo wielu uczestników przyjeżdża wcześniej, o dzień, dwa dni wcześniej, aniżeli rozpoczynają się działania kulturalne tegoż festiwalu... dzięki uczestnikom, którzy zostawiają duże pieniądze, jak na dzisiejszy czas, we wszystkim tym, co się nazywa infrastrukturą handlową, turystyczną, miasto żyje i bywają takie sytu­acje, że dzięki Castle Party niektóre podmioty gospodarcze trudniące się handlem uzyskują 30, 40 czy nawet 50 procent dochodu całorocznego. Tak że to jest bardzo ważna kwestia. Kwestia trzecia, może mniej ważna, ale o niej trzeba również wspomnieć, to kwestia takiej integracji różnych kultur, różnych osób. Od wielu, wielu lat zauważa się bardzo ważny czynnik takiej... tolerancji ze strony ludzi, którzy mieszkają tutaj, ze strony mieszkańców Bolkowa, którzy dzisiaj odnoszą się z dużą sympatią, z taką ciekawością, ale nie z pejoratywnym zabarwieniem tegoż słowa, patrzą na różnego rodzaju kulturę, kulturę wizażu poszczególnych uczestników. Dla niektórych wydawałaby się to rzecz straszna. Ludzie patrzą, zaznajamiają się, akceptują. To jest tolerancja, która, jak myślę, wynika również z tego, że Castle Party tu jest, przedstawia ofertę jakąś, inną być może dla niektórych... Niektórzy z mieszkańców, na przykład ja, nigdy wcześniej nie widzieli takich osób, nie słyszeli takiej muzyki, nigdy nie zetknęli się z takimi zjawiskami. A dzięki temu wiemy, że takie coś jest w świecie i trzeba się z tym zgodzić, aczkolwiek można mieć jakieś uwagi, to jednak trzeba ze wszystkim integrować się. Tak że ten czynnik również uważam za bardzo, bardzo ważny.

    Amorphous — Dark Planet: Ja cały czas jestem za tym, że tutaj nie ma żadnej ideologii. No ale to wy stwierdzicie tak naprawdę. Moim zdaniem — większość ludzi przyjeżdża tutaj dla muzyki i dla takiego właśnie wyzwolenia się. Mimo wszystko ci ludzie, nawet ci, którzy ubierają się najdziwniej, są jakoś muzycznie połączeni z innymi — i to jest ta największa łączność. Jarocin był tym właśnie słynnym wentylem bezpieczeństwa, był miejscem, gdzie była możliwość ucieczki przed systemem czy czegoś takiego. Teraz tego nie ma, nie musimy przed niczym uciekać, raczej chcemy się po prostu zintegrować. Myślę, że to jest na tej zasadzie. Ludzie, którzy tu przyjeżdżają, to jest szerokie grono. Jeżeli widzieliście wcześniejsze wywiady, to się zaczyna od studentów, przez ludzi już żonatych, dzieciatych, prawników, ekonomistów i tak dalej, więc to jest bardzo szeroki przekrój.

    Jacek Majewski, właściciel Hacjendy: Gdy odbywają się tu dyskoteki, to widać te różnice, że ten stąd, ten stamtąd. A w czasie festiwalu wszyscy są równi. Tu nie ma tak, że ten jest budowlaniec, ten jest na przykład inżynier — jak przychodzą tutaj, to są wszyscy równi. (...) Tu bywają i transwestyci, są też homoseksualiści, ale u nas wszyscy są mile widziani. Nie ma czegoś takiego, że ktoś się śmieje z czegoś. Bolków w sumie się cieszy z tego, znaczy, osobiście mówię o sobie, nie? Bo jestem rodowitym bolkowianinem, cieszę się z tego, że mamy chociaż raz w roku takie wydarzenie. A chciałbym, żeby czasami było to i co miesiąc. Szczerze powiem, bo to naprawdę jest miłe, ja mam mniej szkód przy tej liczbie ludzi, która przychodzi teraz przez te cztery dni, niż jak prowadzę dyskoteki dla miejscowych.

    Sylwester Rudziec, rzecznik prasowy policji w Jaworze: Swojej prywatnej oceny nie wygłoszę, wy­stę­pu­ję tu jako oficer prasowy policji. A jako osoba prywatna nie miałem moż­liwości wzięcia udziału w takim przedsięwzięciu gdzieś na te­re­nie kraju. Powiem tak: kiedy pełniłem służbę, zawsze odnosiłem ta­kie wrażenie, także z relacji z ludźmi, z którymi tam rozmawiałem pod­czas festiwalu — dwa, trzy lata temu, jeszcze jako policjant peł­ni­ący służbę na pierwszej linii — że ci ludzie czują się naprawdę bez­piecznie. Widać to po zachowaniu, czują się fajnie, czują pewien kom­fort, nawet w relacji z policjantami, kiedy dochodzi do sytuacji, gdy podejmujemy interwencję, nie ma najmniejszych problemów, je­że­li są, to są to przypadki sporadyczne.

    Ewa Jabłońska — Indukti: Właśnie, to mieszkańcy już muszą być tak zżyci z tymi ludźmi, którzy przyjeżdżają, z tymi kolorowo ubranymi, w koronki, z parasolami, z pięknymi makijażami, z włosami ufryzowanymi w jakieś kosmiczne kształty, że to miasto w ogóle też musiało się zmienić. Percepcja, postrzeganie świata — podejrzewam, że się zmieniły wśród mieszkańców tego miasta, bo zderzyli się nagle z czymś tak niesamowitym i funkcjonują z tym, więc myślę, że tęsknią za następnymi edycjami, żeby znowu przyjechali ci pozytywnie zakręceni ludzie, żeby przechadzali się, żeby zamienili to miasto znowu w jakieś takie wyjątkowe miejsce na ziemi.








    W razie jakichkolwiek pytań pisz na adres: ksiazka.cp@scriptoris.pl


    PATRONAT: